29 lis, 2009
Waszyngton i muzea – zaległy post z przed kilku dni.
Zamieścił: Marcin Popow w: Stany Zjednoczone
We wtorek koło 10 wyruszyliśmy po śniadanku na podbój Waszyngtonu. Pierwsze kroki skierowaliśmy do muzeum szpiegostwa (aparaty w zegarkach, pistolety w papierośnicach i parasolkach). Informacji o Zacharskim nie znalazłem ale amerykanie wspomnieli o Polakach którzy rozszyfrowali Enigmę (sama maszyna szyfrująca też była w muzeum).
Następnie wybraliśmy się autkiem pod rzeźbę Abrahama Lincolna. (pewnie założyciela marki Lincoln :-)))
dalej pod Biały Dom i po raz kolejny pod Capitol.

Szybki obiadek (parszywy) w typowym amerykańskim fast foodzie (nic innego nie znaleźliśmy)
Po drodze do następnego miejsca zobaczyliśmy Pentagon, który wywołał mocną dyskusję na temat ataku z 11 września. Jak zwykle Roman i Czarek byli przeciwnego zdania.;-)
Kolo 16 dojechaliśmy do jak się później okazało najlepszego miejsca na całym wyjeździe. Muzeum Lotnictwa i Lotów Kosmicznych. Nie byliśmy pewni czy nas wpuszcza ale udało się – weszliśmy(zostało 1,5 godziny zwiedzania).

W środku – MASAKRA, MISTRZOSTWO ŚWIATA.
Prom kosmiczny, kapsuła do lądowania z Apollo 11, bombowiec B29 (dokładnie Engola Gay, który zrzucił pierwszą bombę atomowa na Hiroszimę), najszybszy samolot świata (z Los Angeles do Waszyngtonu w 1godzine – 3300km/h), księżycowy Pathfinder i setki innych samolotów od początków lotnictwa.
Oszaleliśmy, zwariowaliśmy – pełen KOSMOS.




Romek od wyjścia z muzeum jest jeszcze bardziej kosmiczny. Za każdym razem jak dowiedział się że ten czy inny statek był w kosmosie przeskakiwał za barierki by go dotknąć. Wywalili nas o 17 40 jak już zamykali muzeum. Najlepsze muzeum w jakim byłem na świecie.
Dalej ruszyliśmy w drogę do Virginia Beach – ja prowadziłem – dojechaliśmy kolo 23. Znowu motelik za 13usd za osobę:-)
Zasnęliśmy kolo 2:30.


















Wystartowaliśmy koło 13 i z drobną przerwą na obiad (Subway ;-)) jechaliśmy do zjazdu na wydmy (opisane w poście: Nagi Czarek wywołał lawinę nastolatek). Po kilku godzinnej zabawie na wydmach ruszyliśmy dalej.
















