Tej niedzieli miałem trochę wolnego czasu i wesoły nastrój – postanowiłem poszukać miejsca na następną wyprawę. Ostatnia wyprawa na SAL była cudowna, ale po 3 tygodniach byłem trochę zmęczony ilością turystów i komercjalizacją wyspy. Postanowiłem, że następne miejsce musi być bardziej spokojne wręcz odludne, kiteusrfingowo dziewicze, wietrzne i koniecznie ze spotem wave a jednocześnie niezbyt odległe, ale z utrudnionym dojazdem, co skutecznie odstraszy regularnych turystów w umiarkowanym klimacie, ale z ciepłą wodą innymi słowy idealne pod każdym względem.
Przeczytaj resztę tego wpisu »
30 mar, 2008
Zamieścił: KACPER KAJCIARZ ADAMOWICZ w: Inne Zajawki
Imprezy dzielą się na te grube i słabe. Ta była gruba.
Gospodarze bywają gościnni lub niegościnny. Romeczek ugościł nas po królewsku.
Towarzystwo bywa liczne lub nie. Było nas zatrzęsienie.
Czasem nie ma alkoholu, a czasem jest…
Przeczytaj resztę tego wpisu »

Wczoraj spacerowałem po jednej z wielu galerii handlowych w Stolicy z Najpiękniejszą Kajciarką tego sezonu, Majeczką obśmiewając tych zwykłych szaraczków, którzy nie wiedzą co to znaczy surfing o świcie oraz nie płynęli nigdy na grzywaczach… Spacerując tak pogrążaliśmy się w marazmie, czuliśmy się jak dzikie zwierzęta zamknięte w klatce…
Przeczytaj resztę tego wpisu »
Nie wiem czy przyzwyczailiśmy się już do fali czy potrzeba przyimprezowania wzięła górę nad zmęczeniem. W każdym razie wczoraj wyskoczyliśmy z Czarkiem (Roman spał) na imprezkę. Ponieważ mieliśmy zgrać trochę lokalnej muzy, od rastamanów z galerii, pierwsze koki skierowaliśmy do Omara i Lampy. Jak się później okazało było to jedyne miejsce, które odwiedziliśmy tego wieczora. Impreza przeciągnęła się o kilka godzin i rozszerzyła o Daniela i Gidzia. Było mega. Nie mogło być inaczej w kraj, w którym „trawka” w języku lokalnym to „RAJ”


Dodatkowy tydzień na Sal to prawdziwe spełnienie marzeń. Prognozy wiatrowe, które załączył Czarek sprawdzają się od soboty w 100%. Cała nasza trójka od soboty walczy z mega falami, które spiętrzyły się po nocnych wichurach. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że fala potrafi naprawdę „dokopać”. Pierwszego dnia po kilku godzinach zmagania z przypływem wszyscy zasnęliśmy natychmiast po kolacji (koło 8) i obudziliśmy się następnego dnia o 9. Kolejne dni wyglądały podobnie.
Za namowami Czarka postanowiłem współredagować z nim bloga kiters.pl, więc od dziś będziecie mogli zapoznać się także z moimi przelanymi na papier myślami.
Zamiast standardowo wracać z plaży pickup’em postanowiliśmy spłynąć do hotelu morzem a raczej oceanem z pominięciem drogi lądowej. Spakowaliśmy sprzęt oraz Romana na samochód a sami (Marcin, ja oraz windsurferzy Nika i Paweł) wyposażeni tylko w kite’y i deski popłynęliśmy przed siebie.
Aby opłynąć cypel musieliśmy wypłynąć na otwarty ocean, kilku metrowe fale i perspektywa skał na brzegu skutecznie utrzymywały wysoki poziom adrenaliny w naszych organizmach. Dodatkowo plaża czy też zatoka na której na co dzień pływamy nazywa się Shark Bay. Tubylcy utrzymują że późnym popołudniem rekiny podpływają głodne pod brzeg, nasz spływ miał miejsce właśnie około godziny 5 więc był to dodatkowy czynnik motywujący ;).
Przeczytaj resztę tego wpisu »
Wczoraj wieczorem otrzymaliśmy od naszej rezydentki informację, iż biuro podróży zabookowało za dużo miejsc w samolocie powrotnym do Warszawy. W związku z tym 3 osoby z naszej grupy mogą zostać za darmo i na koszt biura o tydzień dłużej na Sal. Szybka decyzja i wraz Marcinem Popów oraz Romanem szybko zadeklarowaliśmy chęć dłuższego urlopu… Termin powrotu przesunął się tym samym na 29 Luty.
W ten oto sposób zamiast dzisiaj się pakować i czyścić kajty planujemy kolejne dni pływania, które zapowiadają się nadzwyczaj dobrze :)…

Dodatkowo dnia wczorajszego dotarł do nas niespodziewanie kolejny kite’owy kompan – Gidziu ! Krzychu wykupił bilet w ostatniej chwili w ofercie Last Minute i dołączył do naszej ekipy. Będzie sie działo ! :)
Gidziu, dnia dzisiejszego :)

Kolejne zdjęcia z dnia pełnego wrażeń. Tym razem odwiedziliśmy tzw. Perskie Oko – taka jaskinia w której na niebieskiej wodzie widać jakieś złudzenie, takie sobie.
Zakochaliśmy się natomiast w oczku wodnym znajdującym się tuż obok :)