27 lut, 2008
Chillout night – mocny wieczór po mocnym dniu
Zamieszczony przez: Marcin Popow w: Cabo Verde - Sal
Nie wiem czy przyzwyczailiśmy się już do fali czy potrzeba przyimprezowania wzięła górę nad zmęczeniem. W każdym razie wczoraj wyskoczyliśmy z Czarkiem (Roman spał) na imprezkę. Ponieważ mieliśmy zgrać trochę lokalnej muzy, od rastamanów z galerii, pierwsze koki skierowaliśmy do Omara i Lampy. Jak się później okazało było to jedyne miejsce, które odwiedziliśmy tego wieczora. Impreza przeciągnęła się o kilka godzin i rozszerzyła o Daniela i Gidzia. Było mega. Nie mogło być inaczej w kraj, w którym „trawka” w języku lokalnym to „RAJ”